Polish Gunpla Blog
niedziela, 13 maja 2012
Jednak 7 ep Unicorna powstanie... ale...
Najwyraźniej szczeście nam NIE sprzyja i na odcinek 6ty Unicorna będziemy musieli poczekać do po Kolejnym Końcu Świata - a już myślałem, że doczekam jednak finału...
Jest jednakże i dobra nowina, ep 6 nie zakończy tematu i najwyraźniej Fukui zamiaruje zakończyć ovę, ku uciesze fanów płaczących, że serial niekoniecznie używa cały materiał z novelek, w 7 odcinku, miejmy nadzieję niespecjalnie odległym od 6tego.
MG Unicorn 02 Banshee Recenzja
Witam,
Po dość długiej przerwie powracam na mój blog z updatem i jednym z najnowszych modeli w mojej kolekcji: MG Unicorn 02 Banshee OVA.
O samym modelu słów parę...
Przede wszystkim, budowa sprawiła mi mnóstwo frajdy. Ostatni Unicorn jakiego składałem to była wersja VerKa dobre 2 lata temu a zatem wiele elementów zdążyło już mi wylecieć z głowy. Najciekawszy chyba element, czyli korpus i głowa pozostały praktycznie niezmienione i podczas składania znów w oczy rzuca się podstawowy problem wszystkim MSów zbudowanych na podstawie szkieletu VerKa - bardzo słaba pozowalność. Korpus jest sztywny, praktycznie bez możliwości ruchu a na domiar złego zawiasy trzymające ramiona zostały w bliżej niewyjaśniony sposób zablokowane w korpusie sprawiając, że ciężko jest z jakiegokolwiek Unicorna w tej materii wycisnąć.
Mimo tego, same ręce pozują się całkiem fajnie a dodatkowy ciężar w postaci pancerzy VN i BS nie daje się specjalnie odczuć. Udało mi się także poprzecinać poszczególne palce tym samym zwiększając ich pozowalność. Póki co, żadnemu nie udało się wypaść z manipulatora.
Część lędźwiowa szkieletu oraz nogi w dużej mierze pozostały niezmienione w stosunku do VerKa. Wprawdzie Bandai dopasowało niektore części by zwiększyć pozowalność, ale efekt końcowy jest wciąż daleki od perfekcji. Przede wszystkim boli wciąż mizerny zasięg zgięcia kolan oraz tragicznie słaby staw kostki (w dodatku podówjny! Jak już jeden się ustabilizuje to drugi zaczyna całym modelem trząść do przodu i tyłu). Możnaby przypuszczać, że Bandai po niemal 3 latach od premiery VerKi rozwiąże niektóre problemy szkieletu dodając trochę mobliności czy stabilności dla modelu. Wystarczyłoby użyć policapów czy chociażby powiększyć o kilka mm staw kolanowy kosztem wnętrza modelu a zgięcie na poziomie 130 stopni nie byłoby żadnym problemem.
Plecak i tarcza, którą kompletną możemy złożyć z pozostałych ramek, pozostają identyczne w stosunku do VerKi i OVA ver.
Kolejnym niedopracowanym (lub też popsutym, wedle uznania) elementem jest osłabienie niemal wszystkich stawów szkieletu. Wersja VerKa, pomimo oczywistych wad, była jednak modelem relatywnie stabilnym (jeżeli wykluczymy staw kostki) natomiast Banshee to przysłowiowa chorągiewka na wietrze. Jedynie action base ratuje sytuację, aczkolwiek tutaj też model przejawia słabe punkty w postaci IDIOTYCZNEGO złącza do podstawy, słabego na tyle, że Banshee sprawdza się tylko w pozycji horyzontalnej :<. Zachodzę w głowę, zatem, jakim cudem Bandai, nie zmieniając 80% ramek sprawiło, że musiałem spędzić dodatkowe godziny poprawiając połowę stawów, żeby model mógł w ogóle stać o własnych siłach.
Pomimo licznych wad, Banshee ma także sporo zalet. Kolor, pomimo tego, że do czarnego to mu daleko jest bardzo dobrze stonowany, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę pomarańczowy szkielet wewnętrzny oraz matowy żółty widoczny na rogu i kołnierzu modelu. Okazyjnie prześwituje także wewnętrzny szkielet poniekąd sugerując, że Banshee ukrywa coś wewnątrz :>. Kolejnym plusem jest ogólny design modelu, który wydaje mi się tutaj jeszcze lepszy niż w wypadku zwykłego Rx-0. Z pewnością wpływ na to mają dodatkowe bronie oraz kolorystyka modelu, ale zawsze miałem większą słabość do trybu Unicorn tych modeli niż Destroy.
Stąd też zdjęcia narazie tylko wersji Unicorn - jest stablniejsza, wygląda nieco lepiej niż Destroy (z początku wowałem ten drugi tryb ale z biegiem czasu spodobał mi się coraz bardziej ten pierwszy) no i prezentuje sobą taką niewielką ilość mistycyzmu, który znika gdzieć po transformacji.
Niewątpliwą zaletą są także VN i BS: to coś nowego w stosunku do postawowego ekwipunku, wygląda genialnie i przede wszystkim - działa wyśmienicie. Tutaj nic nie odpada, nic nie jest zbyt ciężkie i nic się samo z siebie nie zamyka. Do tego BN arms jest na tyle stabilne, że może w swoich kłach trzymać np. rękę innego modelu.
Trochę szkoda, że nie można dopiać do nich tarczy, ale coś za coś. Ta za to doskonale sprawdza się wpięta w plecak, szczególnie, że Banshee nie ma wśród ramek tych z których budujemy karabin w normalnej wersji.
Podsumowując, jeżeli ktoś ma już kilka Unicornów w kolekcji to nie ma konieczności zakupu akurat tego modelu. Pozowanie go jest frustrujące, części mają tendencje do odpadania a zatem ogólne wrażenie trybu Destroy jest średnie, ponieważ w trybie Unicorn problemy te się z reguły nie pojawiają. Tryb ten z kolei jest dla niektorych nudny, pomimo obeności nowych broni, a zatem model ma więcej wad niż zalet.
Do tych drugich niewątpliwie można zaliczyć wygląd modelu w trybie Destroy, który jak zawsze zapiera dech w piersiach i jest czymś oryginalnym, niezależnie czy po prostu stoi na półce czy po wielu frustracjach właściciela został ułożony w jakaś falną pozę. Sprawdzają się także kolory a nowe bronie wprowadzając lekki powiew świeżości do starzejącej się już powoli idei.
Życzyłbym sobie, o ile Bandai zamierza jeszcze 'milkować' temat, wersji 2.0 - z poprawionym szkieletem, przemyślanymi rozwiązaniami w kwestiach transformacji i generalnie polepszoną stabilnością. Unicorn jest modelem dzisiaj szalenie popularnym, i każdy szanujący się fan powinien mieć chociaż jedną wersję w swojej kolekcji. Jeżeli zatem do tej pory nie skusiliście się na zakup, Banshee może być dobrym wyborem. Na pewno lepszym niż FA Unicorn - który ma te same wady przy ogromnej ilości zbytecznej broni, która staje się jeszcze bardziej zbyteczna skoro model nie potrafi jej nawet w łapach utrzymać.
To tyle ode mnie, pozdro :].
PLUSY:
+Wygląd obu trybów
+Nowe bronie
+Design kolorów
+Wybór pomiędzy częściami z oryginalnego Unicorna i Banshee
+Pozowalność wersji OVA
MINUSY
-cegła :<
-odpadający pancerz
-brak karabinu
-słabiutkie złącze do Action Base
-generalna 'wiotkość' modelu
-kolejny Unicorn z tymi samymi bolączkami
Werdykt:
6,5/10 dla przeciętnego kolekcjonera
7/10 dla zażyłych fanów serii OVA :]
niedziela, 15 stycznia 2012
Goddamit SUNRISE, you've done it again...!
Tekst poniższy może lekko zaskoczyć co niektórych z moich znajomych, którzy zdążyli wyrobić sobie już zdanie na temat najnowszego dziecka SUNRISE - Gundam AGE. Cholerka, ja sam miałem już wyrobione zdanie na temat tego serialu... Dzisiaj miałem okazję obejrzeć RAWkę najnowszego 14tego odcinka (i pewnie przedostatniego aktualnej generacji) i niestety niemal cały mój pomysł na serię legł w gruzach. Fakt, nie jest to zasługa TYLKO tego epizodu, ale raczej kilku ostatnich i nagromadzenia istotnych wydarzeń, które miały miejsce właśnie w mijających tygodniach, ale cóż. Stało się, coś pękło i... zacząłem serdecznie lubić ten serial (już widzę te pięści lecące w moją stronę, ale fuck it :] ). Ale po kolei.

Jak już wspomniałem, pierwsza generacja powoli dobiega końca a zatem serial powolutku zamyka co istotniejsze wątki, które do tej pory spokojnie się rozwijały w tle. I nie powiem, jest to całkiem sprytne domykanie. SUNRISE dobrze wie, że uśmiercanie obsady po 14 epach średnio się sprawdzi (szczególnie patrząc przez pryzmat domyślnej widowni) więc moja szklana kula przewiduje, że nikt z głównych dobrych raczej nie powinien JESZCZE kopnąć w kalendarz. Nie zmienia to faktu, że pewne osoby będą musiały odejść w taki czy inny sposób (wybaczcie, ale Grodek nie jest niestety najciekawszym bohaterem i niespecjalnie widzę jego przyszłość po zakończeniu bitwy o twierdzę Ambat) więc lekki set-up być musi. Ostatnie epy zatem ujawniły prawdziwą naturę UE, którą, łał, okazali się najzwyklejsi ludzie wyposażeni w zaawansowaną broń i obdarowani mocą tzw. X rounders. Jak nietrudno się domyślić, takąż samą moc mają i Flit i Jurin, co tłumaczy poniekąd chemię pomiędzy nimi oraz cuda jakie ten pierwszy wyprawiał w bodaj trzecim odcinku po dotknięciu ręki tej drugiej. Jest to calkiem niezły przedsmak tego co nadejdzie w drugiej i trzeciej generacji, gdyż coraz potężniejsi przeciwnicy będą wymagać nie tylko nowej Zety, tfu, AGE'a ale także i nowych umiejętności naszych bohaterów.
Do tej pory sporym problemem serialu było mocne udziecinnienie tematu i wolniutko rozwijająca się akcja, słowem dla dorosłego faceta powiewało nudą, całkiem sporo. I tak też się czułem oglądając odcinki w których Flit, Emily i pozostała załoga Divy odwiedzali poszczególne kolonie, rozwiązując ich problemy, zawiązując sojusze i ogarniając posiłki w przygotowaniach do ataku na Ambat. Po raz kolejny swoją partyturę odegrała Emily co rusz podważając działania Flitta i starając się odsunąć go od walki z UE. Jej konsekwencja w końcu na szczęście ulega natłokowi zdarzeń i jej przemiana wydaje się naturalna - zamiast kłócić się z kimś, kto wybrał już drogę lepiej jest przygryźć wargę i wspierać go. Podobny rozwój na plus mogę zaliczyć wspominając o mieszkańcach poszczególnych kolonii, którzy w końcu dołączają do Flitta i Divy w walce z UE. Na szczęście nie jest jednakże tak, że nastoletni chłopak jest w stanie przekonać wszystkich na swoją stronę, niektórzy pozostają uparcie przy swoim woląc utrzymać wróbla w garści niż przeciwstawiać się stadu gołebi. Po raz kolejny serial zdobywa plus w tej kategorii, gdyż niejedna i nie dwie serie G poległy na tym polu stawiając raczej na kiczowate stereotypy niż nieco realizmu. Co więcej, temat jest o wiele bardziej aktualny jeżeli popatrzy się przez pryzmat statusu jaki Diva otrzymała przez Grodeka. Nie każdy zaufa uciekinierom i dezerterom, czyż nie?
Rozwój pojedynczych osobowości zasługuje na owacje na stojąco. W 14 odcinków autorom udało się każdą postać popchać w swoją stronę. Nawet nawigator Divy dostał swoje pięć minut, oraz zestaw motywów dla których zanegował bezpośrednią i lekkomyślną postawę Grodeka. Jak już wspomniałem, moją faworytką jest Emily no i oczywiście Flit, który zmienił się bardzo od pierwszych odcinków. Chłopak rozumie swoje słabości, brak doświadczenia nadrabia umiejętnościami Gundama i raczej nie ulega tak typowym dla pewnego boskiego pilota Gundama z innej serii przestojom na przemyślenia typu 'po co walczę? po co walczymy? czemu nie wziąłem prysznica przed wylotem?' Flit swoje dylematy ma, ale zwalcza je samemu bądź w towarzystwie... no właśnie, osóbki domykającej mały trójkącik miłosny - Jurin. Bardzo przypadł mi do gustu odcinek, w którym Flit i Jurin spotykają się ponownie i spędzają razem dwa tygodnie. Już wtedy można zacząć się domyślać, że coś między tą dwójką się kroi, los bywa jednak okrutny o czym oboje przekonają się już wkrótce. Motyw tego romansu mocno przywodzi mi na myśl /niestety/ wątek pomiędzy Fllay i Kirą, tam jednak mocno naciągany i miejscami zbyt melodramatyczny. A że /ponownie niestety/ jestem aż nadto wyczulony na takie utarte schematy ten kupił mnie bez reszty i sprawił, że nie mogłem nie uronić łezki. Jednym zdaniem, jego zakończenie może i jest mocno przewidywalne, ale zrealizowane w taki sposób, że każdy kto stwierdzi, że ich historia była niedopowiedziana zgaśnie po jednym wyrazistym flashbacku. Brawo SUNRISE.
Sam design mechów także poszedł do przodu. Wprowadzenie G-Exes, nowych maszyn UE czy AGE-1 Titus i Spallow, sprawiły że serial nabral rumieńców. Cieżko jest jednak przełknąć mierne kopie designerskie pozostałych emesów. Są one po prostu słabe, banalnie narysowane i takowoż zanimowane. Sprawę ratuje przyzwoita animacja z rzadka jedynie przerywana jakąś powtórzoną klatką czy ujęciem. Wszystkie walki z użyciem AGE'a są zaiste pięknie zrealizowane, dynamiczne i okraszone fantastyczną muzyką. Ta ostatnia podczas odcinków 11-14 jest po prostu klasą samą dla siebie i już w tym momencie spokojnie dorównuje tej z SEEDa czy 00. Na klasyki UC przyjdzie jeszcze czas :].
Finał pierwszej generacji dopiero przed nami, ale jeżeli SUNRISE utrzyma poziom ostatnich odcinków, to nie mam się o co martwić. Będzie epicko i będzie ciekawie. Osobiście zastanawiam się mocno nad nadchodzącym MG AGE-1. Oczywiście ostateczny werdykt przekaże zapewnie rrobbert184 w swojej recenzji na YT, ale czuję że bez zakupu chociaż wersji Normal się nie obejdzie (chociaż Spallow po ostatnich odcinkach jest moim zdecydowanym faworytem).
Bez podawania jakichkolwiek ocen chcę jednogłośnie zachęcić Was do pooglądania pierwszej generacji AGE. Fakt, trzeba przemilczeć wciąż dziecinny design i parę utartych wątków, ale to w końcu Gundam.
Do przeczytania!

Jak już wspomniałem, pierwsza generacja powoli dobiega końca a zatem serial powolutku zamyka co istotniejsze wątki, które do tej pory spokojnie się rozwijały w tle. I nie powiem, jest to całkiem sprytne domykanie. SUNRISE dobrze wie, że uśmiercanie obsady po 14 epach średnio się sprawdzi (szczególnie patrząc przez pryzmat domyślnej widowni) więc moja szklana kula przewiduje, że nikt z głównych dobrych raczej nie powinien JESZCZE kopnąć w kalendarz. Nie zmienia to faktu, że pewne osoby będą musiały odejść w taki czy inny sposób (wybaczcie, ale Grodek nie jest niestety najciekawszym bohaterem i niespecjalnie widzę jego przyszłość po zakończeniu bitwy o twierdzę Ambat) więc lekki set-up być musi. Ostatnie epy zatem ujawniły prawdziwą naturę UE, którą, łał, okazali się najzwyklejsi ludzie wyposażeni w zaawansowaną broń i obdarowani mocą tzw. X rounders. Jak nietrudno się domyślić, takąż samą moc mają i Flit i Jurin, co tłumaczy poniekąd chemię pomiędzy nimi oraz cuda jakie ten pierwszy wyprawiał w bodaj trzecim odcinku po dotknięciu ręki tej drugiej. Jest to calkiem niezły przedsmak tego co nadejdzie w drugiej i trzeciej generacji, gdyż coraz potężniejsi przeciwnicy będą wymagać nie tylko nowej Zety, tfu, AGE'a ale także i nowych umiejętności naszych bohaterów.
Do tej pory sporym problemem serialu było mocne udziecinnienie tematu i wolniutko rozwijająca się akcja, słowem dla dorosłego faceta powiewało nudą, całkiem sporo. I tak też się czułem oglądając odcinki w których Flit, Emily i pozostała załoga Divy odwiedzali poszczególne kolonie, rozwiązując ich problemy, zawiązując sojusze i ogarniając posiłki w przygotowaniach do ataku na Ambat. Po raz kolejny swoją partyturę odegrała Emily co rusz podważając działania Flitta i starając się odsunąć go od walki z UE. Jej konsekwencja w końcu na szczęście ulega natłokowi zdarzeń i jej przemiana wydaje się naturalna - zamiast kłócić się z kimś, kto wybrał już drogę lepiej jest przygryźć wargę i wspierać go. Podobny rozwój na plus mogę zaliczyć wspominając o mieszkańcach poszczególnych kolonii, którzy w końcu dołączają do Flitta i Divy w walce z UE. Na szczęście nie jest jednakże tak, że nastoletni chłopak jest w stanie przekonać wszystkich na swoją stronę, niektórzy pozostają uparcie przy swoim woląc utrzymać wróbla w garści niż przeciwstawiać się stadu gołebi. Po raz kolejny serial zdobywa plus w tej kategorii, gdyż niejedna i nie dwie serie G poległy na tym polu stawiając raczej na kiczowate stereotypy niż nieco realizmu. Co więcej, temat jest o wiele bardziej aktualny jeżeli popatrzy się przez pryzmat statusu jaki Diva otrzymała przez Grodeka. Nie każdy zaufa uciekinierom i dezerterom, czyż nie?
Rozwój pojedynczych osobowości zasługuje na owacje na stojąco. W 14 odcinków autorom udało się każdą postać popchać w swoją stronę. Nawet nawigator Divy dostał swoje pięć minut, oraz zestaw motywów dla których zanegował bezpośrednią i lekkomyślną postawę Grodeka. Jak już wspomniałem, moją faworytką jest Emily no i oczywiście Flit, który zmienił się bardzo od pierwszych odcinków. Chłopak rozumie swoje słabości, brak doświadczenia nadrabia umiejętnościami Gundama i raczej nie ulega tak typowym dla pewnego boskiego pilota Gundama z innej serii przestojom na przemyślenia typu 'po co walczę? po co walczymy? czemu nie wziąłem prysznica przed wylotem?' Flit swoje dylematy ma, ale zwalcza je samemu bądź w towarzystwie... no właśnie, osóbki domykającej mały trójkącik miłosny - Jurin. Bardzo przypadł mi do gustu odcinek, w którym Flit i Jurin spotykają się ponownie i spędzają razem dwa tygodnie. Już wtedy można zacząć się domyślać, że coś między tą dwójką się kroi, los bywa jednak okrutny o czym oboje przekonają się już wkrótce. Motyw tego romansu mocno przywodzi mi na myśl /niestety/ wątek pomiędzy Fllay i Kirą, tam jednak mocno naciągany i miejscami zbyt melodramatyczny. A że /ponownie niestety/ jestem aż nadto wyczulony na takie utarte schematy ten kupił mnie bez reszty i sprawił, że nie mogłem nie uronić łezki. Jednym zdaniem, jego zakończenie może i jest mocno przewidywalne, ale zrealizowane w taki sposób, że każdy kto stwierdzi, że ich historia była niedopowiedziana zgaśnie po jednym wyrazistym flashbacku. Brawo SUNRISE.
Sam design mechów także poszedł do przodu. Wprowadzenie G-Exes, nowych maszyn UE czy AGE-1 Titus i Spallow, sprawiły że serial nabral rumieńców. Cieżko jest jednak przełknąć mierne kopie designerskie pozostałych emesów. Są one po prostu słabe, banalnie narysowane i takowoż zanimowane. Sprawę ratuje przyzwoita animacja z rzadka jedynie przerywana jakąś powtórzoną klatką czy ujęciem. Wszystkie walki z użyciem AGE'a są zaiste pięknie zrealizowane, dynamiczne i okraszone fantastyczną muzyką. Ta ostatnia podczas odcinków 11-14 jest po prostu klasą samą dla siebie i już w tym momencie spokojnie dorównuje tej z SEEDa czy 00. Na klasyki UC przyjdzie jeszcze czas :].Finał pierwszej generacji dopiero przed nami, ale jeżeli SUNRISE utrzyma poziom ostatnich odcinków, to nie mam się o co martwić. Będzie epicko i będzie ciekawie. Osobiście zastanawiam się mocno nad nadchodzącym MG AGE-1. Oczywiście ostateczny werdykt przekaże zapewnie rrobbert184 w swojej recenzji na YT, ale czuję że bez zakupu chociaż wersji Normal się nie obejdzie (chociaż Spallow po ostatnich odcinkach jest moim zdecydowanym faworytem).
Bez podawania jakichkolwiek ocen chcę jednogłośnie zachęcić Was do pooglądania pierwszej generacji AGE. Fakt, trzeba przemilczeć wciąż dziecinny design i parę utartych wątków, ale to w końcu Gundam.
Do przeczytania!
piątek, 18 listopada 2011
Not-so-bottom of the Gravity Well
W co ewoluował rynek anime w ostatnich latach każdy z nas widzi własnymi oczętami i nie mam specjalnie argumentów które broniłyby obecny stan rzeczy. Kolejne sezony wypełnione są bezdennymi komedyjkami dla ubogich umysłowo, haremami bądź popułczynami staroszkolnych mecha nadmiernie korzystającymi z dobrodziejstw CGI. Mając to wszystko na uwadze, te ostatnie latka sprawiły, że zwyczajnie podryfowałem sobie w kierunku przeciwnym do ogólnych prądów. Dośc powiedziec, że od 3 lat nie udało mi sie zakonczyc seansu z żadnym z seriali prócz G00 i FMA:B. Biorąc na poprawkę ilośc emitowanych seriali (25-30 premier na sezon) świadczy to o dwóch opcjach: a) jestem kompletnym ignorantem i b) (ta bardziej prawdopodobna) japońska animacja sięgnęła dna grawitacyjnej studni - przyciągane przez największe zło współczesnej cywilizacji: komercję, jedno za drugim studia niegdyś świetne (Gonzo, Production I.G. etc) sięgają po tanie chwyty marketingowe co raz bardziej obrzydzając staruszkom takim jak ja nasze ulubione hobby.
Ostatnią nadzieja białych pozoztaje zatem produkt niszowy, pojawiający się rzadko, niejednokrotnie zniencka burząc ogólne porządek i wprowadzając powiew świeżości - serie OVA. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, OVA są na ten moment jedynym ratunkiem dla podupadających koncernów. W tych trudnych czasach wypada więc dziękowac bogom za fakt, że SUNRISE nie szarpnęło się na serię TV i uczyniło z Unicorna serię OVA. Tak, ten przydługawy wstepniak odnosi się do najnowszego, czwartego odcinka :].
Obejdzie się bez zbednych spoilerów, każdy winien obejrzec 'At the Bottom of the Gravity Well' samemu aby docenic kunszt autorów i móc zanieśc generacji pokemonów wesołą nowine, że uniwersum UC ma się ok i wszystko jest w świecie dobrze (takie EVAngelionowe zboczenie :> ). Odcinek 4ty przenosi akcję na dno grawitacji (doslownie i w przenosni), bowiem główni bohaterowie szukając La+ szturmują rdzewięjącą i gnijącą Federacją w celu uzyskania odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Ten rozdział wyraźnie stawia na rozwój postaci, pokazując Banaghera, Audrey, Riddhiego czy Zinnermana z zupełnie innej perspektywy. Czy mozna uciec przeznaczeniu? Czy możliwy jest pokój po niemal stu latach nieprzerwanych wojen? Czy dwie ideologie powstałe u schyłku stuleci mogą kiedykolwiek koegzystowac ze sobą? Po co w ogóle stworzono kolonie kosmiczne? Najnowszy ep stara się częściowo na te pytania odpowiedziec tokiem wydarzeń oraz relacjami pomiędzy wiodącymi bohaterami. Nie wszystko jest jednak jasne a i pare pytań zostaje odłożonych na później. Przecież pozostały nam jeszcze dwa odcinki do końca ;].
Prym wiedą tym razem relacje pomiędzy Banagherem i Zinnermanem (Banagher kiiiiickkkkk!) oraz Riddhim i Audrey - to one stanowią trzon fabuły w tym rozdziale i one nadają ton całemu odcinkowi. Widac wyraźnie jak bardzo Banagher różni się od Audrey a także możemy nieco poznac motywację kapitana Geranceries'a. Podobnie jak w wypadku trzech pierwszych odcinków i ich 'finału' moje przypuszczenia okazaly sie prawdziwe i Banagher częściowo podąża wytartą ściezką swoich gundamowych poprzedników. Czy to źle czy dobrze, przekonamy się wkrótce. Mam tylko szczerą nadzieję, że nie będziemy mieli powtórki z rozrywki i powrotu wszem nienawidzonego boskiego Kiry.
Wizualnie i graficznie Ep 4ty sięgnął gwiazd. Animacja jest superpłynna, walki mechów kapitalnie zrealizowane, wszystko jest dynamiczne, czuc wszechobecną grawitację i jej wplyw na kilkunastotonowe maszyny. To nie SEED, nie ma zatem beam spamu, akrobacji na czubku karabinu czy akcji rodem z matrixa. Widz odczuje piętno wojny oraz jej bezwzględnośc oglądając sporo śmierci w tym odcinku. Nastrój potęguje kapitalna muzyka, stonowana i adekwatnie pasująca do każdej niemal sceny. OST2 jest jednym słowem kapitalny i nie pozostawia złudzeń co do tego kto króluje pod koniec roku w kwestii najlepszej muzyki. Utwór kończący [B-bird] jest także całkiem sugestywny i klimatycznie wpasowuje się w ton odcinka.
Od strony technicznej nie można się do NICZEGO przyczepic. Jest po prostu fenomenalnie.
Unicorn został nazwany przez wielu 'nadejściem mesjasza'. Czy tak jest w istocie? Jesteśmy po pólmetku OVY i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że możemy miec do czynienia z jedną z lepszych, o ile nie najlepszą serią od czasów War in the Pocket. Świat kreowany jest tak autentyczny, ze aż można go dotknąc i poczuc dreszcz wobec wszechobecnej smierci. Jest też drugi aspekt: im głębiej wkręcam się w UC tym bardziej uważam, że to jednak Zeon od początku miał rację. Unicorn tylko gruntuje moje zdanie w tej sprawie.
Kończąc, mały zgrzyt. Na następny ep czekac musimy do Maja, jest jednak jedna dobra strona tego wszystkiego. Bowiem jak już ta Majówka przyjdzie, to dane nam będzie rozdziawiac buzie do Banshee! Tak, tak! Tytuł epa piątego to 'Black Unicorn'. Modlitwa ma do BANDAI o szybkie wypuszczenie adekwatnego MG :>.
Ep bez dwóch zdań dostaje 5/5. Jest najlepszy z serii, rozwija wątki, jest masa kapitalnej akcji. Jak na ten moment nie ma sobie równych.
Do przeczytania!
niedziela, 30 października 2011
AGE 04 - Promyk w tunelu.
Kolejny tydzien za nami i kolejny odcinek nowego dziecka SUNRISE - Gundam AGE zagościł pod strzechą. Obawiałem się tego spotkania bardziej niż trzech wcześniejszych, ponieważ po raz pierwszy mieliśmy stycznośc z jedną z nielicznych postaci, które z założenia zapowiadały się ciekawie. Obawiałem się, że nowa formuła serialu sprawi, iż Wolf, bo o nim mowa, będzie stereotypem gościa zadzierającego nos a nie-potrafiącego-zrobic-wiele. Myliłem się.
Ponownie, większego streszczenia nie będzie. Seria staje się na tyle interesująca, że każdy może sięgnąc po kolejne epy aby przekonac sie sam z czym to się je i jak ugryźc, żeby nie przyciąc języka. Czwarty z rzędu ep prezentuje tendencję wzrastająca jeżeli idzie o rozwój postaci i rozwój sytuacji, chociaż na minus mogę zaliczyc wkradnięcie się niepotrzebnego rozładowania napięcia. Odcinki 1-3, pomijając moje gderanie na chara design, miały jedną zaletę - były konsekwentne. Ludzie panicznie boją się UE, uciekają przed nimi, wiedzą czym grozi bezpośrednie starcie nawet z pojedynczym przeciwnikiem. Swieży odcinek poniekąd rujnuje ten obraz świata, poprzez niepotrzebny motyw z otwartą rywalizacją pomiędzy Flit'em i Wolfem (nawiązując poniekąd to małego sparringu Monshy i Kou z 0083 Stardust Memory). Tak nie zachowują się piloci statku eskortującego uchodźców z dopiero-co-rozbitej kolonii przesladowani przez wroga, któremu czoła może stawic jeden jedyny MS. To jest NIE_LO_GI_CZNE.
Poza tym, coraz bardziej widzi mi sie postac Emily. Skubana posunie się do wszystkiego, byle tylko osiagnąc zamierzony cel. Wprawdzie jej mała prowokacja prowadzi do sytuacji gdzie Flit i Wolf narażeni zostają na nierówną walke z wrogiem, ale już sama determinacja panienki zasluguje na pochwałę. DK standardowo stanowi osobę zadająca mase pytań w celu popchania istotnych elementów fabuły do przodu, ekipy mostka jest tym razem deko mniej (i całe szczęscie, ten debilny beep słyszany podczas scen na mostku jest nieznosny!!), w konsekwencji skupiając ep na rozwijaniu Wolfa i jego relacji z jego nowymi podwładnymi. Mądry zabieg, bowiem mieszanie wątków w serialu z taką ilością postaci mógłoby zakończyc sie lekkim fiaskiem (vel. 00 i jego pierwsze arki).Istotą nowego odcinka jest też pokazówka statku matki UE. Mamy motyw teleportacji (?) a zatem może się okazac, że niedawne spekulacje na temat domniemanych podróży w czasie w wykonaniu wrażych jednostek nie są wcale spekulacjami. Czy to dobrze, czy źle, przekonamy się zapewne za kilka tygodni.
Od strony technicznej jest lepiej niż poprzednio. Walki są urozmaicone, mają ciekawą choreografię i są ładnie animowane. Muzyka także ruszyła z kopyta, dorzucając pare efektownych kawałków. Wyrazny postęp i mam nadzieje, że tendencja się utrzyma, bo dzisiaj pierwszy raz od miesiąca oglądałem odcinek z zapartym tchem, zaskakując tym samym samego siebie.Konkludując, powoli zaczynam docierac do siły AGE'a. Może sie okazac, że to właśnie te groteskowe postacie, ich problemy i relacje między sobą będą motorem napędowym serialu i już wkrótce sprawią, że byc moze więcej sceptyków mojego pokroju wróci by obejrzec wiecej. Jak na ten moment serial zaczyna sie rozkręcac w interesująca stronę. Mam nadzieje, że SUNRISE tendencję utrzyma i za kilka tygodni będe mógl powiedziec z czystym sumieniem, ze AGE'a mozna polecic znajomym.
Dzisiaj ep 4 dostaje 4/5.
niedziela, 23 października 2011
AGE 03 - Czyżby deko lepiej?
"Nie oceniaj książki po okładce" - ta złota myśl czesciowo zaczyna sprawdzac sie w wypadku najnowszego dziecka SUNRISE. Dzisiaj swoja premierę miał 3ci odcinek Gundam AGE i przyniósł kolejną garśc przemyslen.
Na temat samej fabuły rozpisywal sie nie bede nie chcąc wprowadzac dalszych spoilerów. Jedno jest natomiast pewne, serial bedzie raczej trzymał sie schematów SEEDa czy Victory niż 00 rozciagając wydarzenia na kilka odcinków w kontrascie z 'jeden odcinek-jedna historia'. Oto bowiem mamy do czynienia z zakończeniem arki związanej z destrukcją Nory i pierwszym rozruchem AGE'a i Divy. Finałem, rzekłbym, lekko emocjonalnym. Finałem który pokazuje, że byc może ta seria nie będzie aż tak słodka i cukierkowa jak można stwierdzic z designu postaci. Finałem, który w dalszym ciągu nasuwa garśc pytań na temat pochodzenia i celu UE - jak bowiem wytłumaczyc fakt, że owe maszyny coraz bardziej uwidaczniają obecnośc weń pilotów, a w każdym razie istot posiadających wolną wolę i umiejętnośc racjonalnego podejmowania decyzji? W dobrą stronę brną też postaci wiodące - Flit nie jest żadnym geniuszem pilotażu, ani też dzieciakiem o stalowych nerwach, Grodeck nie jest aż tak opanowany jak sugerowały dwa pierwsze epy a AGE System na całe szczęscie nie może spamowac w każdym następnym odcinku. Gdyby tylko udało sie przezwycięzyc ten tragiczny chara design :/.
Niestety, epek ten pokazuje także, że SUNRISE korzystac bedzie z powtarzania niektórych ujec walk (wracają do praktyk z CE? >.> ) co może nie wyjśc serii na dobre. Przemilczając bowiem pewne kwestie 00 nauczyło nas, że SUNRISE potrafi zrobic piekną i dynamiczną oprawe video bez uciekania sie do takich haniebnych praktyk, jak recycling. Mam szczerą nadzieje, że niektóre sceny z tego odcinka były jedynie wypadkiem przy pracy i nie powtórzą się w przyszłości. W moim osobistym rankingu pograżyłoby to i tak przeciętną już oprawę wizualną serialu. Audio pozostaje na równym dobrym poziomie.A zatem, jest to odcinek nieco lepszy od pozostałych. Fabuła powolutku brnie do przodu (w tym aspekcie jest lepiej niż w 00, gdzie dopiero po walce Setsuny z Alim serial zaczął nabierac tempa), postacie pokazują pazurki, jest smutek, są efekty wojny i są walki mechów - czyli dla Gundamów standard. Póki co brakuje zamaskowanego przeciwnika w czerwieni, ale wierząc grafikom dostepnym w sieci juz wkrotce będziemy mogli takowoż jegomościa spotkac.
Odcinek trzeci otrzymuje zatem 3,5/5. Byłoby wiecej, gdyby nie recycling animacji.
Do przeczytania.
poniedziałek, 17 października 2011
AGE - wrażych wrażeń ciąg dalszy.
Witam ponownie!
Światło dzienne ujrzał drugi odcinek nowego anime w uniwersum Gundam - AGE. Ponieważ ep 01 pozostawił u mnie spory niesmak ze względu na chara design i karykaturalne wyczyny mechów, postanowiłem zapomniec o tamtych podłych chwilach i podejśc do drugiego epizodu z nieco lżejszej perspektywy. Czy się opłaciło? I tak i nie...
A zatem,
Drugi odcinek startuje wyjaśnieniem skąd wytrzasnęły się różowe torpedy (?) wystrzelone w stronę Nory w ostatnich sekundach pierwszego epa. Okazuje się, że za ostrzalem stoją oczywiście UE a konkretniej jeden z nich perfidnie wyczarowujący owe ustrojostwa z kapelusza i pakujący w najlepsze w osłony stacji. Hmm, w tym momencie na myśl przyszło mi coś co serial zgrabnie wspomina kilka minut później - skoro UE sieje takie spustoszenie i celuje w annihilacje rasy ludzkiej, to czemu marnują czas na rzeź niewiniątek wewnatrz kolonii miast wycelowac pare głowic w reaktor atomowy ją zasilający i zakończyc całą farsę jednym strzałem? A może ich celem NIGDY nie było zgladzenie wszystkiego co żyje, a jedynie 'wypłoszenie' kogoś lub czegoś? Gundama? Rodziny Flita? Divy? Teletubisów? Cóż, czegóż można się spodziewac po serii dla 13 latków X.X.
Anyways,
trwa ewakuacja (jak to zwykle na początku każdego niemalże Gundama), wszyscy spieszą do schronów (no chyba, że randomowa dziwnie wyglądająca dziewczynka zapatrzona w akurat ulatniajace się powietrze z kolonii) a w międzyczasie ekipa z pierwszego epa śliniąca się do AGE'a i jego powah! postanawia przenieśc się na Divę (ptolemaiosowo-nahelowy statek matkę dla AGE'a) wrażo pozostawiając kapitana, by ten mógł spokojnie oddzielic blok centralny od reszty Nory i ocalic wszystkich. Nie, żeby kilkumilionowa kolonia miała jakieś kapsuły ratunkowe, czy coś... Titanic deja vu ? W tym momencie wspomniec nalezy zagooglowanego brodatego Grodeka, który wydaje się miec nieco szerszą perspektywe od reszty ludzików w tym serialu i tradycyjnie już prowadzic podwójną grę. Jedyny element chyba faktycznie wart uwagi. Na pochwały zasluguje też development Flita. Przemilczając lekki disturbię powodowaną jego fryzurą muszę przyznac, ze chłopak rośnie na dobrego digimonowego protagonistę, zdążył nawet zaliczyc sesję z nową koleżanką w kokpicie AGE'a. Jest standardowo, jak zwykle :].
Generalnie, epek nie był zly, aczkolwiek wciąż wypakowany masą idiotycznych dziur fabularnych oraz barbażyńskich sytuacji (WTF z tym systemem AGE - how f ing convenient can that be? >.< ), przesadzonych pojedynków (myślałem, że po SEEDzie SUNRISE więcej nie popelni takich buraków jak mechy obdarzone ludzką fizjonomią) czy bezdennych dialogów (DK [Drift King? Donkey Kong?] pewnie swoją rolę odegra ale narazie jest to dla mnie postac conajwyzej inflantylna) pomiędzy bohaterami. Szczerze, chcialbym skipnąc tak z 3 miesiące w przyszłośc zeby zobaczyc, gdzie ta seria podąża, bo jak narazie jest to dla mnie tragiczną i nieosiagalną tajemnicą.
Zeby jednak nie było, epek drugi jest lepszy od pierwszego, chociażby dlatego, że zaczyna rozwijac pozostałych bohaterów (i już wiemy kto będzie AGE'owa Matildą :> ) i wprowadzą kolejną rozkmine na temat UE - i dla mnie jest to jak narazie jedyny punkt zaczepienia. Akcja jest nudnawa, mechy też, bohaterowie średnio ciekawi poza malutkimi wyjątkami. Tak czy siak, 3/5 i modlitwa o ciekawszy ep 3.
Światło dzienne ujrzał drugi odcinek nowego anime w uniwersum Gundam - AGE. Ponieważ ep 01 pozostawił u mnie spory niesmak ze względu na chara design i karykaturalne wyczyny mechów, postanowiłem zapomniec o tamtych podłych chwilach i podejśc do drugiego epizodu z nieco lżejszej perspektywy. Czy się opłaciło? I tak i nie...
A zatem,
Drugi odcinek startuje wyjaśnieniem skąd wytrzasnęły się różowe torpedy (?) wystrzelone w stronę Nory w ostatnich sekundach pierwszego epa. Okazuje się, że za ostrzalem stoją oczywiście UE a konkretniej jeden z nich perfidnie wyczarowujący owe ustrojostwa z kapelusza i pakujący w najlepsze w osłony stacji. Hmm, w tym momencie na myśl przyszło mi coś co serial zgrabnie wspomina kilka minut później - skoro UE sieje takie spustoszenie i celuje w annihilacje rasy ludzkiej, to czemu marnują czas na rzeź niewiniątek wewnatrz kolonii miast wycelowac pare głowic w reaktor atomowy ją zasilający i zakończyc całą farsę jednym strzałem? A może ich celem NIGDY nie było zgladzenie wszystkiego co żyje, a jedynie 'wypłoszenie' kogoś lub czegoś? Gundama? Rodziny Flita? Divy? Teletubisów? Cóż, czegóż można się spodziewac po serii dla 13 latków X.X.
Anyways,
trwa ewakuacja (jak to zwykle na początku każdego niemalże Gundama), wszyscy spieszą do schronów (no chyba, że randomowa dziwnie wyglądająca dziewczynka zapatrzona w akurat ulatniajace się powietrze z kolonii) a w międzyczasie ekipa z pierwszego epa śliniąca się do AGE'a i jego powah! postanawia przenieśc się na Divę (ptolemaiosowo-nahelowy statek matkę dla AGE'a) wrażo pozostawiając kapitana, by ten mógł spokojnie oddzielic blok centralny od reszty Nory i ocalic wszystkich. Nie, żeby kilkumilionowa kolonia miała jakieś kapsuły ratunkowe, czy coś... Titanic deja vu ? W tym momencie wspomniec nalezy zagooglowanego brodatego Grodeka, który wydaje się miec nieco szerszą perspektywe od reszty ludzików w tym serialu i tradycyjnie już prowadzic podwójną grę. Jedyny element chyba faktycznie wart uwagi. Na pochwały zasluguje też development Flita. Przemilczając lekki disturbię powodowaną jego fryzurą muszę przyznac, ze chłopak rośnie na dobrego digimonowego protagonistę, zdążył nawet zaliczyc sesję z nową koleżanką w kokpicie AGE'a. Jest standardowo, jak zwykle :].
Generalnie, epek nie był zly, aczkolwiek wciąż wypakowany masą idiotycznych dziur fabularnych oraz barbażyńskich sytuacji (WTF z tym systemem AGE - how f ing convenient can that be? >.< ), przesadzonych pojedynków (myślałem, że po SEEDzie SUNRISE więcej nie popelni takich buraków jak mechy obdarzone ludzką fizjonomią) czy bezdennych dialogów (DK [Drift King? Donkey Kong?] pewnie swoją rolę odegra ale narazie jest to dla mnie postac conajwyzej inflantylna) pomiędzy bohaterami. Szczerze, chcialbym skipnąc tak z 3 miesiące w przyszłośc zeby zobaczyc, gdzie ta seria podąża, bo jak narazie jest to dla mnie tragiczną i nieosiagalną tajemnicą.Zeby jednak nie było, epek drugi jest lepszy od pierwszego, chociażby dlatego, że zaczyna rozwijac pozostałych bohaterów (i już wiemy kto będzie AGE'owa Matildą :> ) i wprowadzą kolejną rozkmine na temat UE - i dla mnie jest to jak narazie jedyny punkt zaczepienia. Akcja jest nudnawa, mechy też, bohaterowie średnio ciekawi poza malutkimi wyjątkami. Tak czy siak, 3/5 i modlitwa o ciekawszy ep 3.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














